– Wagina – powiedziała nagle i o ile jej wcześniejszych wyliczanek typu lęka, noga, duga noga, głowa, plecy itd. nikt usłyszeć nie raczył, o tyle na hasło „wagina” zapadła grobowa cisza. Dziadek ją przerwał (a! Dziadek nie bardzo na dziadka wygląda, ot Dziadek bardziej z nazwy czy stopnia pokrewieństwa). Zerwał się na równe nogi, zesztywniał i srogim głosem zapytał:– Co ty powiedziałaś?
Ona zaś lekko zdziwiona tonem, zupełnie spokojnie odpowiedziała:
– Wagina.
Dziadek się zmieszał (chyba), rzucił rodzicom wołające o pomoc spojrzenia, które spotkały się z totalną obojętnością. [Czytaj dalej…]

Ok. Robi się coraz trudniej. Aby stworzyć kolejny tekst, musiałam zainwestować. Otóż opchnęłam dzieciaki na salkę zabaw, a ja siedzę i klepię. Normalnie o zwrot kosztów wnioskuję.
Myślałam ostatnio bardzo intensywnie o tym, czego mógłby dotyczyć kolejny mój felieton. Jaki temat poruszyć, aby świadomość nasza stała się dzięki temu pełniejsza? Pomyślałam o sprawiedliwości, że to ważna materia, że powinna być, a że ja jestem sprawiedliwa niemalże jak sama Temida, to postanowiłam napisać o mężczyźnie, o jego… penisie. Tak, tak, o penisie, bo seksualność kobiety już była, wagina też, więc penis musi być ujęty i zasłużone miejsce w felietonach o zabarwieniu erotycznym otrzymać.
Z czego składa się kobieta? Z ciała i duszy? Z osobowości? Nauka dąży do odkrycia coraz to mniejszych elementów składowych materii. Kobieta też może składać się z kwarków i w ten sposób można ją postrzegać. Massmedia, producenci produktów wszelakich, reklamy – określają ściśle, z czego składa się kobieta i jakiej jakości te elementy mają być.
Natalia była coraz bardziej osowiała, choć jeszcze nie wiedziała najgorszego. A Krzysztof walczył ze swoim wewnętrznym potworem, który obudził się nagle i nie chciał ponownie zapaść w letarg. Walka Krzysztofa była gwoździem do jej trumny. Uciekał w pracę. Niby cały czas był obok, troszczył się, ale jak pielęgniarka, a nie jak mężczyzna.
Wchodzę do sądu. W wejściu bramka plus pan ochroniarz z ręcznym wykrywaczem metalu. Przechodzę. Piszczy. Przyszło mi nawet do głowy, że będę musiała pozbywać się wszystkich kolczyków, ale nie było aż tak hardcorowo. Ale że piszczałam, pan ochroniarz zarządził:
Panuje opinia, iż my, kobiety, jeździmy fatalnie. Lusterek używamy do poprawiania makijażu czy układania włosów, ale przy tak prozaicznej czynności jak zmiana pasa już o nich całkowicie zapominamy. Ale że niby ja?
