Dzieje się

kredka     Dzieje się. Oj, dzieje. Jeszcze miesiąc temu nie spodziewałabym się, że będę w domu sama, czytaj bez dzieci i co lepsze, że będę kurą pracującą, oprócz tego, że domową, bo jak wiadomo z tej zaszczytnej funkcji się nie rezygnuje. Nigdy. Ustaliliśmy, że to dożywocie.

     Spróbuję to jakoś streścić. Otóż po ostatnim kryzysie moich możliwości macierzyńskich postanowiłam zadziałać. Nie jestem statystycznym Polakiem. Oprócz tego, że marudzę, czasami podejmuję działania mające na celu poprawienie sytuacji. A że jestem wybitna i fantastyczna, to potencjalny pracodawca nie mógł mi powiedzieć „nie”. Tak sobie wmawiam. I tej wersji będę się trzymać. [Czytaj dalej…]

Strony: 1 2

Kurzym okiem

kredka     Zamiast opisywać farsę z jaką mam do czynienia na co dzień, chciałabym dla odmiany podzielić się swoimi przemyśleniami. Niektórzy mogą poczuć się zaskoczeni, ale tak, muszę to przyznać, miewam przemyślenia.

     Głośno się ostatnimi czasy zrobiło wokół macierzyństwa. Między innymi za sprawą wywołującego skrajne emocje Bachor Magazynu, o którym to raczyła wspomnieć pewna pani redaktorka na jakże popularnym portalu Onet.pl. Na innym popularnym portalu, tym razem społecznościowym, rozpętały się zagorzałe dyskusje skrajnych frontów rodzicielskich. Cała ta chwilowa jak się okazuje burza, dała mi sporo do myślenia. Sam blog bachorowy według mojego pojmowania rzeczywistości jest czymś w rodzaju satyry rodzicielskiej, a wspomniany tytułowy bachor pewnym symbolem utraconej wolności, metaforą uwiązania, pewną alegorią, ba! postacią mityczną i mistyczną zarazem. Niemniej teksty tam zamieszczane są wulgarne, dosadne, przaśne, cięte i bardzo ciężkostrawne. Czyli to, co tygryski lubią najbardziej. Ale ogół niekoniecznie to łyknie. [Czytaj dalej…]

Strony: 1 2

Kurze wypalenie

kredka     Nadeszła wiekopomna chwila. Czułam od dłuższego czasu, że się zbliża. Jak już zdałam sobie sprawę z macierzyńskiego dożywocia, poczułam wszechogarniające wypalenie. Mam dość. Bardzo, bardzo, bardzo dość. Pragnę pracy. Mogę nawet rowy kopać, byleby w pobliżu żadnych dzieci nie było. Poziom mojej kurzej frustracji kipi i bulgoce złowrogo. Trudno powiedzieć, co może się zdarzyć, jak się rozleje. Jeżeli gdzieś po drodze do tego momentu wydawało mi się, że jest ciężko, to się myliłam. Nie było.

     Kochany SYSTEMIE zakwalifikuj moje dzieci do placówki. Błagam! [Czytaj dalej…]

Strony: 1 2

Kura 2012

     Boże Narodzenie minęło dawno temu, nowy rok nastał bezboleśnie, czekamy na Wielkanoc. Był czas na podsumowania, przemyślenia, plany i postanowienia. Postanowiłam w związku z tym nie postanawiać i nie podsumowywać. Ważne, że w miarę zdrowo przebrnęliśmy przez tamten rok, jesteśmy razem i wciąż się kochamy. Wystarczy, że w tym roku to się nie zmieni. A reszta? Cóż. Co ma być to będzie. Już ja się o to postaram. Na pewno mam zamiar pozostawać w zgodzie ze sobą, własnymi poglądami i filozofią życiową, bez względu na to, jak bardzo to innych uwiera i gniecie. Zamierzam nadal mówić to, co myślę. Bo nigdy nie zrozumiem tego, że wypada o kimś myśleć źle i podzielić się tymi złymi myślami z kimś trzecim, a za zupełny brak kultury i taktu uważa się powiedzenie osobie zainteresowanej wprost, co się o niej myśli. [Czytaj dalej…]

Kurza twarz

     Zdarzyło mi się ostatnio dwukrotnie obejrzeć pewien program na TVN Style. Znaczy to jedynie tyle, że dwa razy machałam żelazem w krótkim odstępie czasu, bo tylko przy tej niezmiernie nudnej czynności załączam gadające pudło. W innych sytuacjach nie trawię TV.

Prasowanie jednak trzeba jakoś oswajać. Jestem prekursorką nowej dyscypliny machania żelazem, tak zwanego prasowania zespołowego. Przychodzi sąsiadka, tudzież koleżanka z dechą, żelazkiem i kupą prania i dajemy na dwie pary. Niestety możliwości lokalowe pozawalają na rozłożenie co najwyżej trzech stanowisk prasowych. Powiem wam, że nigdy mi się tak przyjemnie nie prasowało. Kupa prania potrafi zniknąć nie wiadomo kiedy, a i jeszcze siedzimy i trajkoczemy przy herbatce. Gorąco polecam spróbować. [Czytaj dalej…]

Strony: 1 2

Nastała jesień

     Ok. Robi się coraz trudniej. Aby stworzyć kolejny tekst, musiałam zainwestować. Otóż opchnęłam dzieciaki na salkę zabaw, a ja siedzę i klepię. Normalnie o zwrot kosztów wnioskuję.

     Nieuchronnie i wbrew naszym protestom znowu mamy jesień. Jesień piękna jest. Niewątpliwie. W górach jest cudna, w parkach urokliwa.

     Niemniej oznacza tylko jedno. Zaraz będzie szaro-buro, brudno, cieeeeemno, zimno, potem spadnie śnieg, jeszcze zimniej, trzeba będzie znowu zakładać na siebie milion pięćset sto dziewięćset warstw ubrań. Ba! Oby tylko na siebie, to jeszcze mogłoby być przyjemne. Ale zakładanie tych warstw na dwoje uciekających dzieciaków z turbo szajbą przedwyjściową napawa mnie iście depresyjnym nastrojem. Aua. Przygnębiające. [Czytaj dalej…]

Strony: 1 2

Świnka Peppa

     Dawno, dawno temu, za siedmioma górami i siedmioma lasami mieszkała sobie Pewna Królewna. Była wyjątkowo urodziwa, mądra i zaradna. Wszyscy ją podziwiali i po cichu zazdrościli. Jakaż ona była cierpliwa, spokojna, wyrozumiała, empatyczna, wrażliwa. Roztaczała wokół siebie aurę dobroci i błogości. Aż chciało się chłonąć pełną piersią. Wszyscy uwielbiali przebywać w jej towarzystwie. Dużo się od niej uczyli, ale także po prostu jej obecność sprawiała, że czuli się lepiej.

     Pewna Królewna miała męża i dwójkę uroczych dzieci. Cudowną parkę. Starszego chłopca o dźwięcznym imieniu Beniamin i przecudnej urody młodszą dziewczynkę Jagnę. [Czytaj dalej…]

Strony: 1 2