Nieidealny NACZELNIK

     Od jakiegoś czasu w mediach trwa debata na temat kobiet i ich wczuwania się w rolę Matki Polki. I słusznie, że debata trwa. Jest o czym rozmawiać. A mity, które krążą wokół macierzyństwa, warto obalać systematycznie i wciąż. Wykorzeniać chwasty! Kobieta, która myśli bardziej o sobie niż o dziecku lub w równym stopniu o sobie i o dziecku, wciąż wywołuje pomruk dezaprobaty wśród innych matek. Bo, jak wiadomo, należy myśleć wyłącznie o dziecku. [Czytaj dalej…]

Strony: 1 2

In vitro – dla samotnych?

zdrada1

     Wszelkie rozmowy na temat zapłodnienia in vitro w Polsce są trudne i wzbudzają wiele kontrowersji. Ostatnio rozgorzała dyskusja, czy ten rodzaj zapłodnienia powinien być „dozwolony” dla osób samotnych. Jadąc w autobusie można się zapoznać ze skrajnie różnymi opiniami. Chcąc nie chcąc ostatnio podsłuchałam taką oto rozmowę:

[Czytaj dalej…]

Gdy mama pracuje w domu, czyli „którędy do babci?”

pracująca mama     Jakież to ogromne szczęście, móc pracować w domu, będąc mamą małych dzieci. Prawda, że prawda? Ja do tej prawdy mam ochotę dorzucić taki stary, góralski epitet, ale się nie będę wyrażała.

     Oczywiście, z organizacyjnego punktu widzenia jest spoko, nie trzeba dziecka pakować na cały dzień do żłobka, przedszkola czy na inną świetlicę. Nie trzeba zwalniać się z pracy na zebrania. Aż wreszcie, nie trzeba rwać włosów z głowy, dumając, co zrobić z dzieckiem, gdy ono ma w szkole święto. A jak wiadomo, nauczyciele mają sporo więcej świąt niż przeciętny pracownik spoza sektora oświaty. Mają choćby wakacje i ferie. Przeciętny pracujący rodzic siwieje na samą myśl o swoim ośmioletnim potomku i jego skrzyżowaniu z wakacjami. [Czytaj dalej…]

Strony: 1 2

Dzieje się

kredka     Dzieje się. Oj, dzieje. Jeszcze miesiąc temu nie spodziewałabym się, że będę w domu sama, czytaj bez dzieci i co lepsze, że będę kurą pracującą, oprócz tego, że domową, bo jak wiadomo z tej zaszczytnej funkcji się nie rezygnuje. Nigdy. Ustaliliśmy, że to dożywocie.

     Spróbuję to jakoś streścić. Otóż po ostatnim kryzysie moich możliwości macierzyńskich postanowiłam zadziałać. Nie jestem statystycznym Polakiem. Oprócz tego, że marudzę, czasami podejmuję działania mające na celu poprawienie sytuacji. A że jestem wybitna i fantastyczna, to potencjalny pracodawca nie mógł mi powiedzieć „nie”. Tak sobie wmawiam. I tej wersji będę się trzymać. [Czytaj dalej…]

Strony: 1 2

Kurzym okiem

kredka     Zamiast opisywać farsę z jaką mam do czynienia na co dzień, chciałabym dla odmiany podzielić się swoimi przemyśleniami. Niektórzy mogą poczuć się zaskoczeni, ale tak, muszę to przyznać, miewam przemyślenia.

     Głośno się ostatnimi czasy zrobiło wokół macierzyństwa. Między innymi za sprawą wywołującego skrajne emocje Bachor Magazynu, o którym to raczyła wspomnieć pewna pani redaktorka na jakże popularnym portalu Onet.pl. Na innym popularnym portalu, tym razem społecznościowym, rozpętały się zagorzałe dyskusje skrajnych frontów rodzicielskich. Cała ta chwilowa jak się okazuje burza, dała mi sporo do myślenia. Sam blog bachorowy według mojego pojmowania rzeczywistości jest czymś w rodzaju satyry rodzicielskiej, a wspomniany tytułowy bachor pewnym symbolem utraconej wolności, metaforą uwiązania, pewną alegorią, ba! postacią mityczną i mistyczną zarazem. Niemniej teksty tam zamieszczane są wulgarne, dosadne, przaśne, cięte i bardzo ciężkostrawne. Czyli to, co tygryski lubią najbardziej. Ale ogół niekoniecznie to łyknie. [Czytaj dalej…]

Strony: 1 2

Kurze wypalenie

kredka     Nadeszła wiekopomna chwila. Czułam od dłuższego czasu, że się zbliża. Jak już zdałam sobie sprawę z macierzyńskiego dożywocia, poczułam wszechogarniające wypalenie. Mam dość. Bardzo, bardzo, bardzo dość. Pragnę pracy. Mogę nawet rowy kopać, byleby w pobliżu żadnych dzieci nie było. Poziom mojej kurzej frustracji kipi i bulgoce złowrogo. Trudno powiedzieć, co może się zdarzyć, jak się rozleje. Jeżeli gdzieś po drodze do tego momentu wydawało mi się, że jest ciężko, to się myliłam. Nie było.

     Kochany SYSTEMIE zakwalifikuj moje dzieci do placówki. Błagam! [Czytaj dalej…]

Strony: 1 2

Mamy czas, czas mamy

     Czas. Czasami jestem wdzięczna, że doba ma tylko 24h. Strach się bać, co by było, gdyby była dłuższa, jak co poniektórzy by sobie życzyli. Toż to i tak bardzo długo!

     Gdy zasypiają moje rozkoszne, beztroskie dzieciątka, jakże jestem uradowana, że nastał wieczór. Hurra! Można zabrać się za sprzątanie, mycie garów, gotowanie, prasowanie itp. Jakby ktoś nie wiedział, tych czynności absolutnie nie da się zrobić przy dzieciach. Przynajmniej przy moich. Potem pozostaje troszkę czasu na relaks (szybka herbata przy lekkiej lekturze), zadbanie o siebie (drzemka w wannie), chwila intymności z Wszechmogącym i można zasnąć. Po maksymalnie 5-6 godzinach (przy dobrych wiatrach!) snu, zaczynam mieć deja vu. Nie wiem, jak miałabym to znosić dłużej niż 24h na dobę??? [Czytaj dalej…]