Dzieje się

kredka     Dzieje się. Oj, dzieje. Jeszcze miesiąc temu nie spodziewałabym się, że będę w domu sama, czytaj bez dzieci i co lepsze, że będę kurą pracującą, oprócz tego, że domową, bo jak wiadomo z tej zaszczytnej funkcji się nie rezygnuje. Nigdy. Ustaliliśmy, że to dożywocie.

     Spróbuję to jakoś streścić. Otóż po ostatnim kryzysie moich możliwości macierzyńskich postanowiłam zadziałać. Nie jestem statystycznym Polakiem. Oprócz tego, że marudzę, czasami podejmuję działania mające na celu poprawienie sytuacji. A że jestem wybitna i fantastyczna, to potencjalny pracodawca nie mógł mi powiedzieć „nie”. Tak sobie wmawiam. I tej wersji będę się trzymać.

Zauważyłam, że ciężko mi
sklecić pełne zdanie bez
jąkania się i panicznego
szukania w pamięci odpowiednich
słów, których zasób mi się
znacznie zredukował do:
„nie rób tego, zostaw,
nie dotykaj, uważaj, chodź”.

     Niemniej stres, jaki przeżywałam na rozmowie kwalifikacyjnej po przeszło 5 latach siedzenia w domu, był znaczny. Ale zanim doszło do rozmowy, musiałam pisać bliżej nieokreślony test sprawdzający wiedzę merytoryczną. W panice odstawiłam dzieci do babci i postanowiłam przypomnieć sobie o istnieniu księgarni z literaturą fachową. Niesamowite. Ona wciąż jest tam, gdzie była 15 lat temu. Przeżyłam kolejny szok. Za czasów studenckich, kiedy to byłam młoda, bogata w wolny czas i posiadałam zdecydowanie mniejsze wory pod oczami, z mojej dzieciny nauki były może ze 3-4 książki. Z czego każda absolutnie niedostępna. Gdziekolwiek. A tu całe bogactwo książek, podręczników, pozycji. Normalnie nie próżnowali naukowcy i praktycy. Podczas gdy ja wycierałam smarki, dupska i wciskałam dzieciom papki, oni tworzyli.

     Po około 40 minutach zdecydowałam się na zakup zaledwie 3 książek, budżet miałam znacznie ograniczony. Następnie na około 4 dni przeniosłam się w czasie. Zakuwałam jak studentka na sesji. Toż ja nic nie pamiętałam! A to, co może gdzieś przypadkiem zachowało się w odległych zakamarkach pamięci, było zdezaktualizowane i to znacznie. Nie wiązałam wielkich nadziei z tym testem. Nie można nadrobić ogromnej luki w wiedzy przez 4 dni. Na szczęście moja teściowa jest już emerytką, alleluja! A propos emerytów. Nasze dzieci już nie będą mogły na nas liczyć, bo my będziemy pracować do śmierci i jeden dzień dłużej. Ciekawe kto im będzie pomagał przy dzieciach. Przykre to. Ale wracając do meritum. Podrzucałam jej dzieciaki, prosiłam żeby przyjeżdżała i ich zabierała na spacerki wszelakie, a ja tkwiłam z nosem w książkach.



     Apetyt na zdobycie tego stanowiska miałam gigantyczny. A wiadomo, co jak co, ale muszę uważać, o czym marzę, bo moje marzenia się dosyć często spełniają. Okazało się, że utrafiłam z materiałem idealnie. Zrobiłam 2 błędy na 25 pytań. Prymus normalnie.

     Kolejnym etapem była rozmowa. Niby przeprowadzałam takich dziesiątki, ba! Setki. Jednakowoż po drugiej stronie biurka nie czułam się tak pewnie. Zauważyłam, że ciężko mi sklecić pełne zdanie bez jąkania się i panicznego szukania w pamięci odpowiednich słów, których zasób mi się znacznie zredukował do: „nie rób tego, zostaw, nie dotykaj, uważaj, chodź”.

Strony: 1 2

Comments

  1. Mamucha Martucha napisał:

    Jadąc dzisiaj do pracy w autobusem komunikacji miejskiej, czytając jeden z magazynów psychologicznych dla kobiet zatęskniłam za czasem gdy siedziałam w domu. Jaka kobieta zmienną jest, gdy kończy się nasz macierzyński cieszymy się że wracamy do pracy, że dzienny bój który staczamy z maluchem zrobi za nas ktoś inny, że my możemy wrócić przed komputer i odbębniać codzienny etat. Moje dwie córki mają dzisiaj 10 i 4 latka i gdzieś w środku obudziła się we mnie wielka ochota częstszego spędzania z nimi czasu, ochota na pozostanie w domu i wspólne przeżywanie szczęśliwych chwil. Chyba wszystkie trzy dorosłyśmy. Czyżbym odnajdywała po trochu sens może życia ? Szkoda tylko że takie siedzenie w domu nie przynosi dochodu i nie pozwala na comiesięczne płacenie rachunków, bo gdyby tak było kto wie czy nie pisałabym siedząc na mojej kanapie z kawką w dłoni. pozdrawiam e-mamę :)

    • Xezbeth napisał:

      A może to jest trochę tak, że… wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma? Albo wszystko męczy, nudzi się, powszednieje po jakimś czasie. Posiedziałabyś trochę w domu i znów zatęskniłabyś za pracą :)

Komentuj:

*

* Skopuj to hasło:

* Napisz lub wklej hasło tutaj:

Przeczytaj poprzedni wpis:
» Testowanie zabawek

     Co może zrobić producent zabawek chcący poznać opinie na ich temat? Może poprosić o wyrażenie opinii osoby, które je kupują...

Zamknij