Jej zielone oczy – odc. 2

     Taka rozemocjonowana powędrowała na plażę, gdy tylko słońce zaczęło grzać. Postanowiła się smażyć, aż się na tym słońcu porzyga. I czekać jutra, kiedy to miał ktoś do niej dołączyć, bo i klientela zaczęła gęstnieć. Rozłożyła się z kocykiem, popływała, powylegiwała się w pełnym słońcu, udając przed samą sobą, że nie myśli, nie analizuje, nie fantazjuje. W końcu zaczęło jej się kręcić w głowie, zapewne głównie od słońca. Uciekła do chłodnego baru zaciemnionego okiennicami. Wpadła do kuchni nachłeptać się wody, a kiedy wychynęła stamtąd z powrotem, Krzysztof właśnie wynurzał się zza didżejskiego kokpitu. Nie zauważyła go wcześniej.


     Szedł w stronę baru, jakby przedzierał się przez niesamowicie gęste powietrze, które stawiało opór. A ona sterczała za kontuarem jak wmurowana i czuła, że kona, całe życie przepłynęło jej przed oczami. Stanął blisko, aż poczuła jego zapach. Patrzył jej w oczy tak intensywnie, jakby chciał jej zrobić prześwietlenie. Musnął palcami jej rozgrzany brzuch ledwo zabrany ze słońca i schowany pod krótką koszulką. Zadrżała. Wciąż patrzył. Bez słowa. Jego palce zatrzymały się na pasku od jej oberwanych dżinsów, nieco poniżej pępka. Oddychała ciężko. Wsunął palce za pasek i pociągnął ją lekko do siebie. Teraz czuła ciepło jego ciała. Szumiało jej w głowie. Poddała się temu. Wplótł palce w jej włosy. Odruchowo schowała twarz w jego ramionach. Przycisnął ją mocno do siebie i wyszeptał jej do ucha:
– Boję się ciebie.
– A co ja mam powiedzieć? – wydyszała drżącym głosem.

     Przekonywał sam siebie, że nie powinien, że mu nie wolno. Był jednak mało przekonywujący. Nad rozsądkiem górę wzięła radość, bo w końcu dotykał jej skóry, smakował wgłębienia obojczyków i wdychał zapach jej ciała perfumowanego słońcem. Posadził ją na blacie. Posłusznie rozsunęła uda, pomiędzy które wpasował się szczelnie. Niespiesznie prześlizgiwał się wargami po jej ramionach i szyi, by w końcu całować jej spragnione usta, zabierając jej oddech na kilka wiecznych sekund. Jej uda zacisnęły się na jego biodrach.


***


– Mmmm… rozmarzyłam się – westchnęłam – W domu będę musiała wskoczyć pod zimny prysznic.
Rozkosznie zawibrowała mi komórka w kieszeni. Nie zamierzałam odbierać podczas spotkania, ale dzwoniła sekretarka jednego z moich zleceniodawców, co jej się zdarzało wyjątkowo rzadko.
– Zamierzają z ciebie zrezygnować – usłyszałam w słuchawce.
– Że co proszę? – usłyszałam siebie.
– Zrezygnują z ciebie z końcem miesiąca – usłyszałam w słuchawce.
– Ale Ala… o czym ty mówisz kobieto? Dlaczego? Dopiero co w zeszłym tygodniu Łukasz się zachwycał moim pisaniem. I co? Nagle mu się odwidziało? Już nie pasi?
– Dostali lepszą ofertę od jakiejś babki z Gdańska.
– Ok, dzięki Alutka za cynk.
Rozłączyłam się i próbowałam chwilę wydobyć się z szoku.
– No i mam swój zimny prysznic – wymamrotałam do siebie – Wiesz co, muszę lecieć, bo jak nie opanuję sytuacji, to będę biedną pisarką – poinformowałam Natalię sucho.
Zgarnęłam swoje bibeloty ze stolika i pognałam na Kruczą pogawędzić sobie z prezesikiem na temat wartości słowa pisanego. Czułam, że dziś ktoś zginie. Będę mogła napisać pamiętniki z kryminału.




Elżbieta Haque


odc. 1.

Strony: 1 2 3 4

Komentuj:

*

* Skopuj to hasło:

* Napisz lub wklej hasło tutaj:

Przeczytaj poprzedni wpis:
» Jej zielone oczy – odc. 1

Przed Wami opowieść. Dozowana. W odcinkach. Tworzona nieomal na Waszych oczach, choć poza zasięgiem Waszego wzroku. Pomyślcie, krojąc pomidora, że...

Zamknij