Jej zielone oczy – odc. 2

     Koło południa zdarła się na śniadanie. Krzysztof był na dole, pracował nad zamówieniami.
– Jadłeś już? – zapytała, wchodząc do kuchni.
– Przepraszam za wczoraj – powiedział cicho.
Milczała przez chwilę, w końcu zapytała prowokacyjnie:
– A tak konkretnie to za co?
– Natka, nie denerwuj mnie – mruknął bez złości – Dobrze wiesz, za co.
– Wiem, ale nie rozumiem – ciągnęła.
– Wyjaśnię ci, jak podrośniesz – uciął.
Natalia poczuła, jak podnosi jej się ciśnienie i odeszła jej ochota na kawę. Gryzła się w język dobrą chwilę. Jednak okazało się, że bezskutecznie.
– Nie traktuj mnie jak dziecko! Albo… wiesz co? Zdecyduj się, jak chcesz mnie traktować. Chętnie wrócę do konwencjonalnego ‘proszę pana’, skoro co chwilę mam wysłuchiwać aluzji do swojego wieku!
– PMS? – zapytał z głupim uśmiechem.

     Wyszła, tupiąc ostentacyjnie. Trzasnęła drzwiami od swojego pokoju. I rzuciła się na łóżko, by celebrować pulsującego PMSa. Świrujące hormony kazały jej analizować te kilka sekund w progu na setki sposobów. I dopisywać setki alternatywnych ciągów dalszych. Wszystkie te scenariusze, w których Krzysztof muska ustami jej usta, przygniata ją do ściany, zabiera na górę i rzuca na łóżko, wywleka na plażę i bierze na piasku… rozwiała jednym krótkim stwierdzeniem.
– Idiotka! – orzekła na głos.

     Wieczorem w barze Natalia pilnie obserwowała Krzysztofa. Być może nawet zbyt pilnie, bo zauważył. Specjalnie się tym nie przejęła. Po prostu musiała dowiedzieć się, co go gryzie. Przez pół sali zapytał ją gestem, o co jej właściwie chodzi. Przewróciła oczami, wzruszyła ramionami i przyglądała się dalej. Przecież nie mógł jej zabronić. Zauważyła, że nawet jeśli uśmiechał się, rozmawiając z kimś, to gdy spotykał jej wzrok, poważniał…, smutniał. I często się zawieszał.
– Rozpraszasz mnie – oznajmił, gdy odbierała z baru tacę z piwem.
– I co w związku z tym? – zapytała obojętnie.
Westchnął tylko i wrócił do swoich zajęć. Gdy chciała wejść za kontuar, natknęła się na niego w przejściu. W myślach przeklinała wszelkie drzwi, przejścia i zakamarki. Stał tam z założonymi rękami. Tym razem on się gapił. Ale gdy się zbliżyła, grzecznie zszedł jej z drogi, nawet nie musiała się przeciskać. Poszła do kuchni. Ustawiała kufle na blacie. Wszedł za nią i stanął za jej plecami, bardzo, bardzo blisko. Nie odwróciła się, nie śmiała. Czuła jego oddech na karku. Dotknął dłonią jej włosów. Zareagowało całe ciało, przebiegł przez nie dreszcz. Miała ochotę zrobić krok do tyłu i zatopić się szczelnie w jego objęciach. Czekała. Ale w tej chwili z sali dobiegł ich rumor. Wybiegli. To tylko pijany klient, który przegrał z grawitacją.
Do zamknięcia baru trzymali się od siebie z daleka.
– Uciekaj – powiedział cicho – Wyśpij się. Ja posprzątam.


     Natalia była totalnie skołowana. W myślach wciąż przerabiała sytuację z poprzedniej nocy i tę z kuchni. Co chwila przez jej ciało przebiegał dreszcz na wspomnienie ciepła jego oddechu na karku. Chciała zostać, żądać ciągu dalszego. Ale bała się…, że to wszystko to jej wyobraźnia, że jej się wydaje i że jeśli wyjdzie z inicjatywą, to zwyczajnie dostanie po głowie od rzeczywistości. Poszła więc grzecznie na górę i równie grzecznie położyła się spać. Ale nie mogła zasnąć. W kółko odtwarzała ten film, analizując, czy mogła się pomylić w interpretacji zachowania Krzysztofa. I tak do rana, zamiast liczenia baranów.

     Czuła się mała, niedojrzała, odrealniona, nietutejsza, niedzisiejsza. Miała ochotę wrócić do swojego gównianego dzieciństwa, do czytania słowników i encyklopedii medycznych. Tak jej przemknęło przez myśl. Wydało się to banalną fraszką – igraszką w porównaniu z dylematami, które przyłapały ją w tej pseudodorosłości. I zdawała sobie sprawę z tego, że to tylko przedwstęp, że cała zabawa przed nią.

     Zapewne olałaby te wszystkie ceregiele i pozwoliła życiu płynąć, przyglądała się nieomal z boku tokowi wydarzeń, gdyby nie fakt, że zaszumiało jej w głowie, a opiekuńczy choć szorstki Krzysztof nijak nie chciał wyleźć jej z głowy. Choć przy jej rozgalopowanych hormonach byłby księciem z bajki, nawet gdyby nie był gotów wysłuchiwać jej filozoficznych wynurzeń, nawet gdyby nie był tajemniczym intelektualistą, który na swój temat ma same sekrety, nawet gdyby nie był ekscytująco starszy i uroczo przyprószony siwizną. Pewnie nawet wtedy. Przynajmniej była o tym święcie przekonana. W końcu wciąż była rozemocjonowaną nastolatką i miała pstro w głowie.

Strony: 1 2 3 4

Komentuj:

*

* Skopuj to hasło:

* Napisz lub wklej hasło tutaj:

Przeczytaj poprzedni wpis:
» Jej zielone oczy – odc. 1

Przed Wami opowieść. Dozowana. W odcinkach. Tworzona nieomal na Waszych oczach, choć poza zasięgiem Waszego wzroku. Pomyślcie, krojąc pomidora, że...

Zamknij