Jej zielone oczy – odc. 2


***


     Ale Natalia nie miała powodów do stresu. Szybko wgryzła się w tę robotę. A warunki były sprzyjające. Na początku klientów było niewielu. Mogła sobie pozwolić na głębsze analizy nad sposobem podawania piwa czy lania wódki. Ile kropel wchodzi na setkę i ile to pianki na dwa palce. Poza tym Krzysztof czuwał. Obserwował. Uczył. Błędy kwitował śmiechem i pobłażliwą serdecznością. Dla Natalii było to nie do końca zrozumiałe. Ale z osądami postanowiła poczekać do przyjazdu reszty ekipy, by mieć szerszy ogląd sytuacji.

               Rys. E.H.

     Tymczasem ogląd miała całkiem inny. Pewnej nocy po zamknięciu baru, gdy gapiła się przez okno swojego pokoiku na księżyc w pełni wiszący nad jeziorem, zobaczyła Krzysztofa. Stał przez chwilę na piaszczystym brzegu. Chwilę później jego ciuchy leżały na piachu, a on wbiegł do wody. Ochlapał się, zanurzył i popłynął. Gapiła się, jak zahipnotyzowana. Noc jasna, światło księżyca otulało jego silne ramiona. Wszystko pięknie. Tylko Krzysztof nie wyglądał na takiego, co ma ochotę na odprężającą kąpiel. Cały wieczór w pracy był rozdrażniony. I teraz płynął, jakby walczył o miejsce na podium. Natalii przemknęło przez myśl, że może mu się coś stać. Zarzuciła na siebie koszulę, wciągnęła szorty i ruszyła na dół. Chwila wahania i wracała do pokoju. I znów schodziła po schodach. I wracała. Bo niby co miałaby mu powiedzieć? Że się martwiła? Dobre sobie. Wymyśliła naprędce, że koniecznie musi się przewietrzyć i zeszła na dół. Tak długo się wahała, że on zdążył wyjść z wody, założyć na siebie ciuchy, które natychmiast zrobiły się mokre.

     Spotkała go w drzwiach. Już chciała wychodzić, gdy on stanął na progu. Wystraszyła się. Nie spodziewała się go tutaj. On jej też. Krótka chwila rozciągnęła się w nieskończoną wieczność. Na jego twarzy gościł gniew. Pływanie widać nie pomogło. Stanęła jak wryta w wąskich drzwiach zaplecza. Czekała aż on przejdzie. Ale on nie zamierzał. Oparł rękę o ścianę nad jej ramieniem. Był niebezpiecznie blisko. Czuła na sobie chłód jego mokrej koszulki. I chłód jego spojrzenia.


– Szłam się przewietrzyć – wymamrotała, by przerwać tę gniewną ciszę.
– Późno już – orzekł, wracając do rzeczywistości.
Jego twarz złagodniała, odsunął się na bezpieczną odległość, ale nie odwrócił wzroku.
– Zrobisz jak zechcesz, ale wolałbym, żebyś nie chodziła po nocy całkiem sama – dodał i poszedł do kuchni za barem.
Natalia stała dalej na swoim miejscu. Nie bardzo rozumiała, co się stało. Nie rozumiała tej złości w jego oczach. Czuła, że nie powinna pytać. Wróciła na górę i zasnęła.

Strony: 1 2 3 4

Komentuj:

*

* Skopuj to hasło:

* Napisz lub wklej hasło tutaj:

Przeczytaj poprzedni wpis:
» Jej zielone oczy – odc. 1

Przed Wami opowieść. Dozowana. W odcinkach. Tworzona nieomal na Waszych oczach, choć poza zasięgiem Waszego wzroku. Pomyślcie, krojąc pomidora, że...

Zamknij