Mama w korporacji – cz. II

     To ile jeszcze będą siedzieć na tym spotkaniu? Ale dobrze, że jest dobrze. Humor mi się poprawia i wracam do rzeczywistości. Skończyłyśmy jedzenie, popijamy soki. Widzę, że Monika o coś chce zapytać. Zbiera się od początku naszego spotkania, ale chyba nie ma odwagi. Czekam.
– Czy mogłabyś mi pomóc w przygotowaniu harmonogramu w Project? – pyta w końcu. – Dyrektor mi to zlecił, a ja nie znam tego programu, nigdy nie robiłam harmonogramu prac.
Wyciąga szybko z teczki rozrysowane daty i tematy. Oglądam.
– Chodź. Za godzinę będzie gotowe. Wszystko przygotowałaś, więc w zasadzie 80% prac masz już zrobione – uśmiecham się – Project nie jest taki straszny.

     Monika szybko się uczy. Po godzinie mamy gotowy harmonogram. Pokazuję jej jeszcze kilka przydatnych trików i przykazuję, żeby się zgłosiła na szkolenie, jeśli ma w zadaniach tego typu prace. Jak to miło komuś pomóc. Wracam do siebie. Sprawdzam monitoring. Jeden alert. Sprawdzam, co się stało. Jest. Próba wejścia zewnętrznego. Co to jest? Sprawdzam angielskie instrukcje, nic nie ma. Dziwne, muszę poszukać dalej. Dzwonię do Anglii, rozmowa z konsultantem podnosi mi ciśnienie. Proszę o przełączenie do Technicznego. Tak, mieli taki przypadek w innym kraju. To próba włamania, w celu wyciągnięcia danych finansowych Korporacji. Powinniśmy zapewnić lepszą ochronę, bo za którymś razem komuś może się udać.

     Słabo mi się zrobiło. Piszę raport i zalecenia, wysyłam do realizacji do Dyrektora IT i do wiadomości Prezesa, po namyśle dodaję też Marka. Niech wie, co się dzieje. W zasadzie powinien był to zauważyć pierwszy. Z czystym sumieniem wychodzę z pracy. Jutro mam wizytę kontrolną u lekarza. Muszę przygotować wszystkie wyniki, tym razem wyjątkowo dużo tego wszystkiego mi się zebrało.


     Piotr czeka, chwali mnie za cierpliwość. Myślał, że będę wydzwaniać. Hm, pewnie by tak było, gdyby nie ten alert. Mówi, że prezentacja wypadła dobrze, wdrożenie poszło świetnie i że na przyszły rok dostanie do dyspozycji budżet na kilka milionów. Patrzę pytającym wzrokiem.
– Będę IT Managerem – chwali się.
– Wow! Gratulacje! Musimy to uczcić.

     Idziemy na ciacho. Wina nie mogę. Nasz syn też się cieszy, fika mi w brzuchu, aż widać jak ubranie się porusza. Śmiejemy się.

     Plecy znów mnie bolą, ale jak wyczytałam, może być to związane ze zmianą środka ciężkości. Zmiana wagi też robi swoje. O, jak dobrze jest się położyć. Szkoda, że nie mogę poleżeć na brzuchu, na plecach niewygodnie, a biodra już mnie bolą od ciągłego ich ugniatania. Gdzie ten dodatkowy jasiek…?

     Rano znów kłucie, pomiar ciśnienia, ważenie i wizyta u lekarza. Wyniki niezbyt dobre.
– Proszę zrobić jeszcze posiew – zaleca lekarz – Czy nie jest pani zmęczona? Potrzebne jest zwolnienie?
– Po co? Przecież dobrze się czuję, mogę chodzić do pracy.
– A torba już przygotowana?
– Jaka torba? – pytam zdziwiona.
– Wyprawka.
– Eeee, nie, jeszcze nie. To już czas?
– To końcówka 7 miesiąca. powinna mieć pani wszystko przygotowane – instruuje mnie lekarz.

     Obiecuję sobie solennie, pojechać z Piotrem w weekend na zakupy. Jakoś nie mam instynktu wicia gniazda, o którym tak się rozpisują w książkach. Badania robię od razu, bo jestem na czczo. Wyniki za tydzień. Zapisuję się przy okazji na wizytę do lekarza za tydzień. Przypomniałam sobie, że jedna z moich przyjaciółek dała mi rzeczy po swoim synku i stoją nierozpakowane w garażu. Dziś wieczorem zrobię z tym porządek.

     Wyciągnęłam torbę. Złożenie łóżeczka zostawię dla Piotra. Przeglądam rzeczy. Masa pieluch tetrowych, kocyk, ręcznik dla niemowlaka, komplet pościeli, w osobnej torebce ubranka. Jakie malutkie… To rozmiar 56. A te skarpeteczki, chyba na jeden palec, a nie na stopę. Jak w to włożyć dziecko? O, jest jeszcze jedna kolorowa torebka z pieluchami jednorazowymi NewBorn, kremem Alantan i nowa niebieska czapeczka. Jej, nie wiedziałam, że dała mi prezent. muszę do niej zadzwonić i podziękować. Piorę wszystko w proszku Lovela. Podobno najdelikatniejszy. Jak to motywacyjnie działa na człowieka sugestia lekarza.

Strony: 1 2 3 4 5 6

Komentuj:

*

* Skopuj to hasło:

* Napisz lub wklej hasło tutaj:

Przeczytaj poprzedni wpis:
» NACZELNIK – Kto by tam za mąż wychodził…

Do czego tu się spieszyć?      Stabilizacja bywa synonimem nudy, małżeństwo – rutyny. Obrączka ciśnie niczym dyby. W najmniej odpowiednim momencie...

Zamknij