Mama w korporacji – cz. II

     (…) W pracy cisza. Jak to się ludzie zmieniają… Poczułam się tak, jakbym nie była w ciąży, tylko chora na jakąś zarazę. Większość osób odwraca się ode mnie, unika mnie, unika mojego wzroku, nie wspominając o spotkaniu i rozmowie ze mną. A wszystko to, po wybuchu Prezesa, w związku z moją niekompetencją.

     Aż do pewnego dnia, kiedy to główny Dyrektor IT zaszczycił niespodziewanie wizytą mój pokój.
– Pati, czy masz chwilę? Chodź. Zapraszam na lunch – mówi.

     Melduję sekretarce Joasi, że wychodzę z Dyrektorem IT. Daję jej znaki, że nie wiem o co chodzi, a ona uśmiecha się cokolwiek podejrzanie. Jak się potem okazało, to zmowa sekretarek.
Gorąco, nie tylko dlatego, że lato. Denerwuję się. O co chodzi? Szybko analizuję w myślach moją współpracę z Dyrektorem IT. Oddycham głęboko. No nie, nie powinien mieć do mnie żadnych pretensji. Zawsze dobrze nam się współpracowało. Ale po ostatnich wydarzeniach straciłam wiarę w siebie. Zaciskam spocone dłonie pod stołem. Chwała restauracji, że mają dłuższe obrusy.

Wychodzę ze sklepu uboższa
w portfelu, ale mam za to
wygodne, rozwojowe i eleganckie
spodnie oraz spódnicę jeansową
i kolorowy pas ciążowy,
który zakłada się na własne,
przykrótkie bluzki.

     Grzegorz pyta, na co mam ochotę. W zasadzie na nic, prócz nieśmiertelnego soku z cytrusów, który od miesiąca stanowi 90% mojego wyżywienia. Zamawiam sałatkę z łososiem i sok. Nagle poczułam nieodpartą chęć na tartę czekoladową. Zamawiam ją. Jemy. Grzegorz pyta jak się czuję. Nie wiem, co odpowiedzieć. Mówię że już lepiej. Uśmiecha się i zagaja:
– Który to miesiąc? Czwarty? Figurę masz cały czas taką samą. Chyba za słabo się odżywiasz.
Roześmiałam się, słysząc taką reprymendę z ust faceta.
– W ciąży, wbrew pozorom, nie je się za dwoje – usprawiedliwiam się.
– Tak, wiem. W ubiegłym miesiącu zostałem tatą. Wiedzę o ciąży i porodzie mam opanowaną. Mogę nawet polecić ci położną.

     Zatkało mnie. Okazało się, że facet wie o czym mówi. Mało tego, wie o ciąży więcej ode mnie. Muszę nadrobić zaległości i w końcu zabrać się za lekturę, aby uzupełnić braki. Zawstydził mnie.
– Pati, zawsze nam się dobrze współpracowało… Mam dla ciebie propozycję pracy w zespole IT. Od zaraz.
– Grzegorz, przecież wiesz, że jestem w ciąży – o mało nie zakrztusiłam się sałatką.
– Wiem, ale to mi nie przeszkadza. Chcę pozyskać pracownika, którego przedtem nie miałem szans zdobyć. Nie będziesz narzekać na brak zajęć. Mam określone plany w stosunku do ciebie – objaśnił. Przede wszystkim, chcę wykorzystać twoje doświadczenie projektowe. Zorganizujesz zespół, podpiszesz umowę z firmą konsultingową i sporządzisz harmonogram prac. Jeszcze miesiąc temu nie mogłem na to liczyć, prawda?
No tak, musiałam przyznać mu rację.
– Wystąpię z wnioskiem do twojego Prezesa o ciebie, jeśli się zgodzisz oczywiście. A potem urodzisz dziecko i wrócisz do pracy. Co ty na to?
Milczę i patrzę.


– Porozmawiajmy o finansach – Grzegorz się nie poddaje – ile chcesz zarabiać?
– To może jeszcze dasz mi podwyżkę? – odpowiedziałam, może niezbyt na miejscu, pytaniem na pytanie.
– Tak przypuszczałem, że łatwo cię nie zdobędę – zażartował i mrugnął do mnie okiem.
Czy on ze mną flirtuje? O matko, co mam mu odpowiedzieć?
– Wiesz, jestem zaskoczona całą sytuacją. Nie zastanawiałam się. Chciałabym wcześniej skonsultować to z mężem. Dam ci odpowiedź jutro.
Umówiliśmy się na 9. Wróciłam do biura. Sekretarka Asia złapała mnie przed wyjściem
– I jak rozmowa?
Powiedziałam, że zaskakująca. Ona już wszystko wiedziała, bo rozmawiała z sekretarką Prezesa i Dyrektora IT i to one powiedziały Grzegorzowi o mojej sytuacji. To niesamowite! Tak naprawdę sekretarki rządzą Korporacją. Spojrzałam na nią ciepło i podziękowałam. Jak się okazało, istnieją dobrzy ludzie nawet w korporacjach.

Strony: 1 2 3 4 5 6

Komentuj:

*

* Skopuj to hasło:

* Napisz lub wklej hasło tutaj:

Przeczytaj poprzedni wpis:
» NACZELNIK – Kto by tam za mąż wychodził…

Do czego tu się spieszyć?      Stabilizacja bywa synonimem nudy, małżeństwo – rutyny. Obrączka ciśnie niczym dyby. W najmniej odpowiednim momencie...

Zamknij