Mama w korporacji – cz. II

     Z nadzieją w sercu, opowiedziałam wszystko Piotrowi. On zawsze potrafił zauważyć takie aspekty spraw, które według mnie niekoniecznie miały znaczenie. Według niego to okazja. Powinnam się zgodzić. Aktualnie i po ciąży nie będę mogła znaleźć miejsca w finansach, przynajmniej dopóki jest Prezes. I że przesadzam z tym Grześkiem, przecież sam powiedział, że ma w stosunku do mnie określone plany, tzn. że planował mnie już wcześniej ściągnąć do siebie. W sumie to prawda. Pytał w trakcie trwania projektu, czy nie chciałbym pracować w IT.
– Po prostu żartował. Ale ty teraz traktujesz wszystko albo śmiertelnie poważnie, albo widzisz w czarnych barwach i podejrzewasz podstęp – stwierdził Piotr.
– Może i racja… I ostatnia sprawa. Jaką kwotę mu powiedzieć?
– Wiesz, ja na twoim miejscu powiedziałbym więcej niż miałaś w projekcie. W końcu twoje kwalifikacje wzrosły, a on potrzebuje kogoś od już. Znasz korporację, procesy. Masz doświadczenie. Nie będziesz tracić czasu na zapoznawanie się. W sumie to skorzystacie obydwoje – zawyrokował.



     Jedziemy na pierwsze zajęcia ze szkoły rodzenia. Nuda.
Wieczór. Jak dobrze leżeć przytulonym w łóżku. Piotr śpi, a ja jakoś nie mogę. Czy bezsenność to nowa atrakcja odmiennego stanu? Ledwo skończyły mi się wymioty. Muszę to sprawdzić. Gdzie ten sok? Znów chce mi się pić. Ale jak! Uff, mam go. Co to dla mnie 0,5 litra na raz.
Kładę się z powrotem do łóżka. W brzuchu mi bulgocze soczek, ale śmiesznie. Nie, to chyba nie tylko zwykłe bulgotanie. Jakby coś mnie łaskotało od środka. Czyżby to….? W napięciu kładę obie dłonie na brzuchu, czekam… Tak, to chyba dzidziuś się rusza. Budzę Piotra, nie zważając na to, że to 3 w nocy. Patrzy na mnie półprzytomnie. Kładę jego dłonie na brzuchu.
– Czujesz? – pytam – Teraz.
Momentalnie zbystrzał. Patrzymy na siebie. Tak, to dziecko, na pewno. Niesamowite, chyba lubi sok z cytrusów.


Punktualnie o 9 stawiłam się u Grzegorza.
– I jaka jest twoja decyzja? – pyta.
– Grzegorz, przede wszystkim dziękuję ci, że o mnie pomyślałeś i że pomimo mojego stanu, zdecydowałeś się na złożenie mi tej propozycji. To w sumie bardzo mnie ucieszyło i przywróciło wiarę w ludzi. I tak, zgadzam się. Myślę, że obydwoje skorzystamy, bo zapewniam cię, że doprowadzę do zamknięcia harmonogramu w terminie, o którym mówiłeś. Przemyślałam to i jest to realny termin.
– I to w tobie lubię Pati. Konkrety – uśmiechnął się szeroko. Ustalmy wynagrodzenie. Więc ile?
Przełknęłam ślinę. Raz kozie śmierć.
– 20% więcej od mojego wynagrodzenia projektowego – powiedziałam.
Grzesiek sprawdził papiery.
– Dobrze. Jutro składam wniosek u twojego Prezesa.
Dyskretnie odetchnęłam.

Strony: 1 2 3 4 5 6

Komentuj:

*

* Skopuj to hasło:

* Napisz lub wklej hasło tutaj:

Przeczytaj poprzedni wpis:
» NACZELNIK – Kto by tam za mąż wychodził…

Do czego tu się spieszyć?      Stabilizacja bywa synonimem nudy, małżeństwo – rutyny. Obrączka ciśnie niczym dyby. W najmniej odpowiednim momencie...

Zamknij