Jej zielone oczy – odc. 6

Uczucia są kruche. Nie są w stanie przetrwać wszystkich przeciwności. Czasem wystarczy delikatny podmuch wiatru, by domek z kart się rozsypał. Bywa, że jest to trzęsienie ziemi, a przed nim nie ma ratunku.


Jej zielone oczy – odc. 6.



     Lekarz się wahał, a ja czułam, że zaraz zwyczajnie zwymiotuję. Półnaga, spanikowana, samotna. Na dodatek musiałam sobie zadawać pytanie, dlaczego medyk zachowuje się w ten, a nie inny sposób. Co takiego zobaczył, że aż zbladł. Pomyślałam, że młody i dlatego tak się zawiesił, bo pierwszy raz jajnik widzi. Kazał mi się ubrać.
– Skieruję panią na oddział na kompleksowe badania – powiedział w końcu, wypisując papierki.
– Dlaczego? – zapytałam, z ledwością przeciskając słowa przez gardło.

– Nie widzę bezpośredniej przyczyny krwawienia. Z pani opisu wynikało, że było ono obfite. Nie chciałbym czegoś przegapić. Na oddziale będzie można zrobić bardziej szczegółowe badania.
– OK, a skąd ta mina? – zaryzykowałam.
Patrzył przez chwilę ze sztucznym uśmiechem. Szukał słów.
– Miała pani w ostatnim czasie jakieś nieustępujące dolegliwości ze strony układu pokarmowego? Uczucie pełności? Gazy?
– Co to ma do rzeczy? Pan jest ginekologiem czy gastrologiem? – oburzyłam się, że mi się facet do gazów wtrąca.
– Miała pani czy nie?
– Miałam.
– Widzi pani… Znalazłem guzek w obrębie jajnika. Nie jestem w stanie nic więcej teraz powiedzieć. Nie jestem mistrzem ultrasonografii, więc nie chcę udawać, że wszystko jest dla mnie jasne. Nie sądzę, by guzek był przyczyną krwawienia. To zdaje się dwie różne sprawy.
Objaśnił tyle, ile chciał i mógł. Zobaczyłam ulgę na jego młodej twarzy. Jakoś wybrnął.
– Może pani pojechać do domu, spakować potrzebne rzeczy i stawić się na izbie z tym kwitkiem.
Wzięłam papier, ogarnęłam się i wyszłam. Przed gabinetem ciężko opadłam na krzesło. Pierwsze z brzegu.

Chciała wiedzieć ostatecznie.
Nie chciała domysłów, przypuszczeń
i gdybań. Nie wnikała, zadowalała się
tym, co jej mówili. Przytakiwała.
Jej zielone oczy gasły. A oni robili
mądre miny, gadali w obcym języku,
mamrotali w zasadzie.

Było mi słabo. Krzysztof czekał. Przysiadł się bliżej.
– Co jest? – zapytał nerwowo.
– Mam skierowanie na oddział na badania.
– Nie mógł zbadać cię w gabinecie?
– USG mu się zepsuło – skłamałam. – Chodźmy stąd.
– Zadzwonić do Rafała, żeby przywiózł ci jakieś rzeczy?
– Nie. Sama spakuję i przyjadę jeszcze raz. W ogóle nie wiem, czy chcę…
Miałam totalny mętlik w głowie. Czułam, że nie jest dobrze. Bałam się dowiedzieć, co mi jest, co to za guzek i jak bardzo mi zaszkodzi.



***


– Ty mi lepiej powiedz, dlaczego jesteś taka głodna tragedii? – zapytała Natalia, przerywając opowieść.
– Ej, nie bądź świnia! Nie chcę o tym mówić. Poza tym, ty nie piszesz książki – próbowałam się wymigać.
– Oj Cecylia, ty za to zaraz możesz sobie zacząć szukać nowej historii, bo ja swojej nie dokończę, póki ty się nie uzewnętrznisz – syknęła.
– Naprawdę niezła z ciebie sucz. Sprawy sercowe. W gruncie rzeczy to co ciebie obchodzą moje emocjonalne zawirowania?
Natalia rozsiadła się wygodnie, dorobiwszy herbaty.
– Mam nadzieję, że dostajesz w dupę od życia, a twoja historyjka poprawi mi humor – objaśniła Natalia zadowolona.
– OK, jak sobie chcesz. O faceta chodzi.
– Nie kocha cię?

Strony: 1 2 3

Komentuj:

*

* Skopuj to hasło:

* Napisz lub wklej hasło tutaj:

Przeczytaj poprzedni wpis:
» Zumba – szał ciał

     Od czego się to zaczęło…? A, tak, już wiem. Zainspirowana przeczytanymi wiadomościami, jak to ruch korzystnie wpływa na zdrowie, zaczęłam...

Zamknij