Zumba – szał ciał

     Od czego się to zaczęło…? A, tak, już wiem. Zainspirowana przeczytanymi wiadomościami, jak to ruch korzystnie wpływa na zdrowie, zaczęłam chodzić na aerobik. Pani recepcjonistka namówiła mnie, abym przyszła na nowe zajęcia o nazwie zumba. Gdy zapytałam co to, powiedziała, że to taki nowy rodzaj zajęć tanecznych.

     Hm, może warto spróbować… – pomyślałam. Może w końcu nie będę, jako jedyna, mylić mambo, v-step i innych cudacznych nazw kroków aerobiku. A poza tym, taniec nie jest chyba taki wykańczający jak aerobik, a kondycji – jak się okazało – mam brak zupełny, poza tym zawsze lubiłam tańczyć. Jak byłam piękna i młoda, to nawet trenowałam taniec wyczynowo. Eh, to były czasy…

     I co się okazało? Że razem z kilkoma wariatkami wstałyśmy w sobotę rano, aby zdążyć zrobić wszystko w domu i polecieć na nowe zajęcia. W końcu większość z nas to kobity posiadające tzw. dobytek domowy, czyli męża i dzieci w różnej ilości.

     Na pierwszych zajęciach instruktorka zumby powitała nas:
– Cześć, dziewczyny! Zaczynamy! Patrzcie na mnie i starajcie się robić mniej więcej to samo. To taniec, a nie ćwiczenia, rytm i przede wszystkim dobra zabawa. Mniej więcej w stylu „wyginam śmiało ciało”. Ile z was chodziło już na zajęcia zumby? Jedna. Ok, to na początek zrobimy po dwie piosenki po kolei, żebyście z grubsza załapały, o co chodzi.






To działa i zaczynamy
widzieć oczyma wyobraźni
przystojnego Brazylijczyka,
uczącego nas potrząsania
tymi strategicznymi
dla kobiety częściami ciała.






     I zaczęłyśmy.

     Muzyka to energetyczne rytmy, połączenie różnych stylów z przewagą latynoskich, bardzo wciągająca, w zasadzie sama zaczynasz sie ruszać. To kombinacja oparta na różnych tańcach, takich jak merengue, salsa, cumbia, reggaeton, samba, flamenco, taniec brzucha, tango, cha-cha, rumba, bachmata, twist i inne. Ruch to związek tańca i aerobiku. Uwierzcie mi, nie trzeba się specjalnie uczyć, to podstawowe kroki z różnych tańców, żadne specjalne wyczyny. Wykonać je może każdy, jeśli tylko zechce. Kroki taneczne połączone z zaczerpniętymi z aerobiku układami ruchów są proste do naśladowania.

     Dzięki temu unikalnemu połączeniu ożywczej i dynamicznej muzyki oraz prostych układów, nie wiadomo kiedy włączasz się do zabawy. Ta porywająca mieszanka sprawia, że zaczynasz czuć rytm, wolność i radość, a buzia sama ci się uśmiecha od ucha do ucha. Endorfiny po prostu fruwają w powietrzu i śmiejemy się do łez z nowych ruchów, które nieudolnie usiłujemy wykonać. Widząc swoje próby w lustrze, po prostu dostajemy ataków śmiechu. Bo jak już opanowałyśmy ruchy wykonywane nogami i rękoma, to dla urozmaicenia pani Ola dodaje podskoki, kręcenie biodrami i brzuchem jak u hinduskich tancerek i na koniec – chyba żeby już nas dokumentnie rozbroić – potrząsanie biustem. Niby proste, nie? Po latach siedzenia jak kołek w pracy za biurkiem okazuje się, że właśnie nie. Nasze ruchy piersiami i biodrami wyglądają w lusterku jak ruchy złotego robota z Gwiezdnych Wojen. Powoduje to następne salwy śmiechu i kolejne próby wykrzesania z siebie uroku tancerki.


     Dla podkręcenia atmosfery pani Ola opowiada nam (rany boskie, jak ona może jednocześnie mówić i tak się ruszać…), że zumbę prowadzą też mężczyźni i naprawdę rewelacyjnie ruszają biodrami i „biustem”. To działa i zaczynamy widzieć oczyma wyobraźni przystojnego Brazylijczyka, uczącego nas potrząsania tymi strategicznymi dla kobiety częściami ciała. Dobry humor nas nie opuszcza, można powiedzieć, że już nas buzie bolą od ciągłego wyszczerzania zębów.

     Godzina treningu zumby minęła nie wiadomo kiedy. Jak się okazało mała butelkeczka wody, którą zawsze brałam na zajęcia aerobiku, tu okazała się zbyt mała. Najchętniej zataszczyłabym tam taki 10-litrowy baniaczek.

     Dopiero gdy skończyłyśmy, śmiejąc się ciągle, zauważyłyśmy, że wyglądamy, jakbyśmy brały udział w 60-kilometrowym maratonie. Włosy mokre, pot o mało nie zalał nam oczu, koszulki – niby te oddychające – i spodnie w zasadzie można wyżymać. Mięśnie nam jeszcze drżą od wysiłku… a przecież czujemy się po prostu wspaniale. Dziękujemy za działającą klimatyzację i prysznice w szatni.

Strony: 1 2

Komentuj:

*

* Skopuj to hasło:

* Napisz lub wklej hasło tutaj:

Przeczytaj poprzedni wpis:
» Poród. Krwawa historia

     Kiedyś była to tajemnica poliszynela. Kobietę rodzącą skazywano na urodzenie w samotności bądź w asyście akuszerki. Mężczyźni nie mieli wstępu...

Zamknij