Mama w korporacji – cz. I

     Słońce świeci, świat jest piękny. W pracy luz. Sprawdziłam jeszcze raz procedury. Wszystko działa jak w szwajcarskim zegarku. Przyszła nasza Asia – sekretarka.
– Pati, masz do zrobienia pracowniczy przegląd okresowy – oznajmiła – zapisz się do naszej przychodni, abyś przed wyjazdem miała już zrobione badania. Proszę, to wasze paszporty już z wizami i program konferencji. Tak więc pakujcie się, za miesiąc wylot.

     Jejku, nie wiedziałam, że tam się leci aż 18 godzin! Hotel 5 gwiazdek, w programie nawet atrakcje. Rany boskie! Muszę sobie kupić jakiś odlotowy kostium kąpielowy na te piękne baseny. Sukienkę małą czarną na konferencję – na szczęście – mam. I buty trekkingowe. Zawsze marzyłam, żeby być na safari. Ciekawe, co powie na to Piotr. Pewnie, że tam za gorąco, ale ja ciepłolubna jestem. Jak on był na Florydzie, na firmowym wyjeździe, to oprócz szkoleń mieli bliskie spotkanie z orkami i delfinami.



     Dzwonię do przychodni. Umówiłam się do lekarza na jutro. Wypiłabym sok z grapefruita. Hmm, nie przepadam za tymi owocami, ale co tam… Kupiłam sobie w barku, taki świeżo wyciskany z grapefruita i pomarańczy. Niebo w gębie, chyba kupię sobie drugi. Musi mi brakować jakichś witamin.

– Dzień dobry – wita mnie lekarz – proszę usiąść. Jakie stanowisko? Praca przy komputerze? Tak, do Afryki powinna się pani zaszczepić. A teraz proszę udać się na badania krwi, mocz ma pani ze sobą? Ok. To dziś jeszcze do okulisty, gabinet nr 7 i do ginekologa gabinet 18 jutro rano na 9. Szczepienia w zabiegowym, jak już wróci pani do mnie po konsultacjach.
Wow! Jaki szybki lekarz. U okulisty wszystko ok.


     Jadę do domu. Dzwonię do Piotra, że będę wcześniej. Kupiłam po drodze seksowny komplet bielizny, czarno-czerwony. Przygotowałam kolację, schab ze śliwką i sałatka grecka. Wino w lodówce. Ach, jeszcze świeczki. Gdzie ja schowałam zapałki? Lecę się przebrać i zrobić makijaż. Może tym razem ta czerwona szminka, zapach jaśminu i piżma. Piotr właśnie wjeżdża. Uff…, wyrobiłam się ze wszystkim.
– Zrobiłam dla nas kolację – mówię.
Piotr uśmiecha się
– Uwielbiam, gdy pachniesz jaśminem. Nie wiem, czy dotrzemy na kolację – mruczy mi do ucha.
Wysyłam go do łazienki, aby zmył zapach miasta. Hm, zapach cedru. Może faktycznie zjemy później. Zanosi mnie do sypialni, moja nowa bielizna nie została na mnie długo, choć widać było, że się podobała. Potem, bierzemy prysznic razem i idziemy zjeść naszą romantyczną kolację. Jak dobrze mieć wieczór dla siebie. Jutro powtórzymy, przynajmniej pierwszą część.

     Ledwo zdążyłam. Co za korki! Wpadam do gabinetu ginekologa jak po ogień. Lekarz rozbawiony spogląda na mnie i pyta:
– Pani X?
– Tak – odpowiadam i siadam na krzesełku.
– Mam tu pani wyniki badań. Gratuluję pani.
Patrzę na niego nieco zdezorientowana i pytam:
– Ale czego?
Spoważniał.
– Jest pani w ciąży.
Ja? – pytam, jakbym nie rozumiała.
– Tak. Zapraszam na fotel. Zrobimy badanie. Kiedy miała pani ostatnią miesiączkę?
– Eee, nie pamiętam. Sprawdzę za chwilę w kalendarzu. Skąd pan wie, że jestem w ciąży? To chyba pomyłka – tłumaczę.
– Nie. Badania krwi nie kłamią.
Minę mam chyba bardzo zdziwioną, w związku z tym lekarz tłumaczy mi, że takie badania wykonywane są standardowo w czasie badań okresowych.
– Teraz zbadam panią i zobaczymy jak ciąża się rozwija.

Strony: 1 2 3 4

Komentuj:

*

* Skopuj to hasło:

* Napisz lub wklej hasło tutaj:

Przeczytaj poprzedni wpis:
» Mama w korporacji – cz. II

     (...) W pracy cisza. Jak to się ludzie zmieniają... Poczułam się tak, jakbym nie była w ciąży, tylko chora na...

Zamknij