Klubowa Kura Domowa

     W końcu zatrzymuje się Taksówkarz Wybawca. Uchyla szybkę i pyta czy pomóc, bo widzi, że już tak długo skaczę po tym kluczu. Burknęłam do niego, że co się tak kręci w kółko? I że pewnie, że pomóc! A on zaczął się tłumaczyć, że z Klientami jechał. Zatrzymał się, pomógł, za co jesteśmy mu wszystkie dozgonnie wdzięczne, dał umyć ręce jakimś specyfikiem. Sprzęt miał odpowiedni. Jakaś laga, latareczka, cuda wianki. Okazało się, że mogłabym sobie skakać po tych śrubach do rana. Bo zamiast je odkręcać to je dokręcałam. Nosz FAK, zawsze miałam problemy, w którą stronę się odkręca i w które lewo mam skręcić. I tak nas Taksiarz zagaduje i pyta, gdzie jedziemy. Podajemy mu nazwę KLUBU, a on w brecht, że to gejowski lokal. No to ręce mi opadły z cyckami na ziemię. I po co to pindrzenie? Ha, ha, ha. Lokal wybierałyśmy na pałę z Internetu, bo przecież prawie każda z nas dzieciata, inne zapracowane na maksa, inne spoza miasta i jakoś w życiu stolicy nie uczestniczymy. W tym momencie ogarnęła nas już mega głupawka. Stwierdziłyśmy, że nas już nic tego wieczora nie zdziwi. Nie miałyśmy racji.


     Dotarłyśmy na spotkanie w końcu z jakąś godzinkę, półtorej opóźnienia. Dziewczyny wszystkie dopisały i się stawiły. Pogadałyśmy, potańczyłyśmy, powspominałyśmy, pobudziłyśmy telefonami w środku nocy kumpli z grupy studenckiej. Było mega sympatycznie. Natomiast KLUB… hmm…, nie wiem, czy był gejowski. Dziwne było, że w sobotę wieczór był prawie pusty. Po północy zostałyśmy w zasadzie same. DJ’ka grała jakieś mega kiepskie kawałki i nijak nie dawała się namówić na nic innego, mimo że byłyśmy jedynymi gośćmi. Po czym koło 3 w nocy nas normalnie i po chamsku wygonili z lokalu. Że niby zamykają? No pozytywnej opinii to ja im nie mogę wystawić. Pierwszy raz w życiu swoim krótkim widziałam, żeby w sobotę lokal o 3 zamykać. KLUB znaczy się. Jednak sporo się zmieniło od moich czasów. Także totalnie zszokowane faktem wypędzenia postałyśmy jeszcze godzinę na ulicy przed KLUBEM i pogadałyśmy. Paradoksalnie większy ruch tam był niż w środku, mimo że 4 nad ranem dochodziła. Chociaż oceniając po tym jak się tam klientów traktuje, którzy niemało zamawiali, to nie dziwne, że puchami świeci. Przyszłości mu nie wróżę! Uściskałyśmy się wycałowałyśmy i wróciłyśmy do domków.

     I pomimo, że wszystko sprzysięgało się przeciwko mnie i próbowało mi wmówić, że miejsce matki jest w domu przy garach, to mam zamiar próbować urywać się z łańcucha częściej. Bo i tak mi się podobało! Mimo że czarnymi kolanami straszyłam! O!



Kredk@

Strony: 1 2 3

Komentuj:

*

* Skopuj to hasło:

* Napisz lub wklej hasło tutaj:

Przeczytaj poprzedni wpis:
» IN VITRO – fakty i mity

     Wokół tematyki zapłodnienia pozaustrojowego (in vitro - dosł. „na szkle”) narosło wiele nieprawdziwych mitów. Przeciwnicy tej metody wspomaganego rozrodu grzmią...

Zamknij