Savior-vivre – w kinie

savoir-vivre

     W kinie, podobnie jak w innych miejscach użytku publicznego, obowiązują pewne umowne zasady dobrego zachowania. Każdy człowiek powinien dbać o to, by dobre maniery były jego wizytówką, ale… czasem pomimo najszczerszych chęci, by zignorować, mam ochotę zamordować niektórych oglądających wraz ze mną film. „Dzicz kinowa” – królująca na najtańszych seansach typu Środy z Orange czy innych promocjach typu 2w1, niestety spotykana jest również na pozostałych seansach. Działa zwykle grupowo, ale i w pojedynkę daje sobie zupełnie nieźle radę.


Spóźnianie się na film.

     Ja rozumiem, że reklamy nie są wybitnie interesujące, ale „wędrówki ludów” przede mną, nie są tym, co lubię najbardziej. Zwykle bowiem przejścia między rzędami nie są zbyt szerokie, a w ciemnej już wtedy sali kinowej nietrudno o uszkodzenie ciała w postaci zmiażdżenia stopy buciorem typu traper, jeśli na czas nie zdąży się jej schować możliwie najbliżej siebie. Niby nic, a jednak kłopotliwe.

Siadanie nie na swoim miejscu.

     Tak, część widzów uważa kino za swoje podwórko i siada gdzie chce, nie zważając na to, jaki numer siedzenia znajduje się na bilecie. Powoduje to zdecydowanie krępujące sytuacje oraz zmusza do takich zachowań, jak choćby próby udowodnienia w ciemności, że to jest MOJE miejsce! Gdy w przebłysku światła uda mi się przekonać udającego niewiniątko intruza, siedzącego na moim miejscu, żeby zechciał jednak poszukać swojego – jest dobrze. Gorzej jest, gdy ma on za nic moje roszczenia i każe mi się wynieść, bo mu przeszkadzam oglądać reklamy. Co można wtedy zrobić? Rozwiązania są dwa: pierwsze – podkulić ogon i usiąść gdzieś z boku, nie robiąc więcej hałasu, za to narażając się na przegonienie z nowego miejsca, bo być może ktoś inny jest szczęśliwym posiadaczem biletu z tym numerem lub drugie: bardziej drastyczne, ale skuteczniejsze – zaprosić kogoś z obsługi kina do pomocy w celu usunięcia delikwenta ze swojego miejsca.

Ubiór i zapach.

     Kino to nie teatr, nie jest tu więc wymagana ekstra elegancja, ale schludny i CZYSTY ubiór – w końcu jesteśmy w towarzystwie innych ludzi. Zwróćmy także uwagę na jakże delikatny aspekt zapachowy. Nie mam tu na myśli sytuacji, w której ktoś się nie myje i śmierdzi, bo to raczej rzadko spotykane przypadki, można wręcz powiedzieć – skrajne, odwrotnie, chodzi mi o przypadki nadmiaru zapachu, które dotyczą zarówno przedstawicieli płci żeńskiej, jak i męskiej. Jeśli na moje nieszczęście trafię na miejsce obok takiego „wypachnionego” osobnika, nie jestem w stanie skupić się na oglądaniu filmu, bo się duszę.


Głośne żarcie i siorbanie.

     Tak, tak, nie jedzenie – a żarcie i nie picie – a siorbanie. Jako że sama lubię coś pochrupać podczas oglądania dwuipółgodzinnego filmu, nie jestem zdecydowaną przeciwniczką picia i jedzenia w kinie, ale na litość boską, jeśli siedzący obok mnie osobnik siorbie niemiłosiernie, pijąc litrową Colę oraz ćlamie i mlaska tak głośno, że nie słyszę dźwięku, to już przesada. Do szewskiej pasji doprowadza mnie, gdy ktoś przez słomkę usiłuje wydobyć z opornego kubka jeszcze choć kroplę ulubionego napoju, mimo iż wie, że ten zwyczajnie się skończył. Ale to nie wszystko, owa „dzicz kinowa” w grupie ma znacznie „fajniejsze” zajęcia niż oglądanie filmu (bo może zbyt ambitny, nudny itp., itd.). Jednym z elementów zabawy stają się więc przemycone w plecakach lub torebkach artykuły spożywcze z pobliskiego marketu lub fast foodu. Nad głowami zainteresowanych filmem osób rozpoczyna się bitwa: latająca prażona kukurydza, chipsy, papierki po batonikach, kubki (nieraz nie do końca opróżnione) i inne podobne, dające się podrzucać elementy zbędne. Przyjemnie? – raczej nie…

Użytkowanie telefonu komórkowego.

     Zdarza się czasem, że seans, pomimo świetnych recenzji, okazuje się być dla nas jednak wyjątkowo nieinteresujący. Jeśli nie jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami tradycyjnego zegarka, z pewnością mamy telefon komórkowy, na którym można dyskretnie sprawdzić godzinę. Niestety, w dobie powszechnego dostępu do internetu, telefon służy jeszcze do wielu innych rzeczy. Można pograć, pooglądać obrazki, pogadać na facebooku, wysłać sms- a czy nawet zdjęcie z kina, świecąc przy okazji szerokim blaskiem z najnowszej wersji ipoda. Chyba nie ma nic bardziej irytującego, odwracającego uwagę od filmu, niż to małe coś, jarzące światłem i nęcące do zajrzenia co też ciekawego wypisuje nieznajomy w swoim telefonie. Drugim sposobem wykorzystania tego powszechnego gadżetu jest rozmowa telefoniczna – no przecież normalna sprawa, tylko dlaczego w czasie trwania filmu? Jestem w stanie zrozumieć, że ktoś zapomniał wyłączyć owo urządzenie i robi to w momencie, gdy orientuje się o swoim ”faux pas”, ale naprawdę nie zawsze mam chęć wysłuchiwania komentarzy dotyczących właśnie oglądanego filmu, umawiania się na spotkania i oplotkowywania ostatniej imprezki. Zachowanie to, wyjątkowo naganne, zasługuje na dezaprobatę, bo świadczy o braku szacunku do pozostałych osób i ewidentnej głupocie. Zatem bez skrupułów pozwalam sobie na stosowny komentarz mimiczny, nawet kosztem głośnej krytyki siedzącego obok rozmownej latorośli dorosłego. Trudno, to silniejsze ode mnie.

(Nie)siedzenie na fotelu.

     Fotele kinowe, szczególnie w Multipleksach, są naprawdę komfortowe. Ich szerokość, wysokość, a nawet ułożenie w rzędzie zajęło sporo czasu projektantom. Jednak okazuje się, że nie jest to wystarczające dla co poniektórych użytkowników, bo zdarza się, że tuż obok mojej głowy na oparciu fotela lądują nogi w butach (choć może lepiej, że w butach a nie bez…) jakiegoś długonogiego osobnika. Inne częste, równie irytujące zachowanie, to kopanie w oparcie fotela przy każdej zmianie pozycji, oczywiście tego, na którym właśnie siedzę. A jeśli, nie daj Boże, trafi się znawca muzyki i rytmu, zaś ścieżka dźwiękowa filmu zachęca do głębszego oddania się impulsom ciała, to rusza się nie jeden fotel, ale cały rząd, w którym siedzi ów meloman, a często także rząd z przodu.

w-kinie
Rozmowy i komentarze.

     O ile nie przeszkadza mi zupełnie, gdy cała sala wybucha niepohamowanym śmiechem po jakiejś zabawnej scenie filmu, to rozmowa o „d… Maryni” w czasie filmu działa mi na nerwy. Jeśli ktoś wybrał się na film z dubbingiem to słyszy, co mówią, jeśli zaś na film z napisami, to znaczy, że zdecydowanie chce się oddać przyjemności oglądania filmu w ciszy. Nierówny chór głosów rozprasza. Do kina przychodzi się oglądać film, a nie rozmawiać, tę niewątpliwie przyjemną czynność można wykonywać w kafejce, bądź innych miejscach publicznych w sposób zupełnie nieprzeszkadzający innym. Jeśli już musimy odezwać się w kinie, róbmy to cicho, tak aby nasza wiadomość nie dotarła do innych uszu, niż te, do których chcemy, żeby dotarła. Zgadzam się, że blok reklamowy przed filmem jest zwykle dużo za głośny i za długi, ale przekrzykiwanie go jeszcze głośniejszymi komentarzami typu: „Na to musimy iść!” albo „Rany, co za kicz!” – boli jeszcze bardziej.

Film erotyczny na żywo.

     Tak, o ile filmowe sceny erotyczne powodują u widzów zwykle pewnego rodzaju zakłopotanie, objawiające się nerwowym chichotaniem lub wzdychaniem, to głośne migdalenie się pary na fotelu za mną, wzbudza we mnie delikatnie ujmując – niesmak. Naprawdę nie mam nic przeciwko trzymaniu się młodych w kinie za rączki, och! nawet położenie ręki na kolano wybranki mi nie przeszkadza, za to wilgotne francuskie pocałunki i siedzenie na kolanach – już tak.

Seans z dziećmi.

     Sama mam dzieci, ale czasem udaje mi się wybrać z małżonkiem na romantyczny (w swoim założeniu) wieczorny wypad do kina. Seans na 21 czy 22 kończy się naprawdę późno. Jako rodzic nie jestem w stanie pogodzić się z ciąganiem o tej porze malutkich dzieci do kina, choćby był to film „niby” dla dzieci, bo jak powszechnie wiadomo część żartów w filmach powoduje uśmiech na twarzy dziecka, a zupełnie inna część uśmiech i uśmieszek na twarzach rodziców. Weźmy chociaż Shreka czy Auta i nowszą wersję Samoloty. Jeśli siedząca przede mną matka ucisza swoje dziecko i karci je, bo ona ogląda film, a ono któryś raz z kolei sygnalizuje, że jest śpiące, głodne i nudzi mu się, stuka, puka i chce mu się do łazienki, mam ochotę popełnić przestępstwo. Apeluję, proszę, błagam! Zabierajcie swoje dzieci do kina na seanse w odpowiedniej porze, na których będziecie dobrze bawić się nie tylko Wy – dorośli, ale również – a może przede wszystkim dzieci.

Miłego seansu!



Foxy

Komentuj:

*

* Skopuj to hasło:

* Napisz lub wklej hasło tutaj:

Przeczytaj poprzedni wpis:
» Wielkanocne dekoracje.

     Zbliża się Wielkanoc – nasz dom w te dni często staje się miejscem odwiedzin rodziny i bliskich nam osób. Warto...

Zamknij