Recenzja filmu „Pamiętnik”

Pamiętnik     Mam problem z filmami opartymi na książkach. Uważam, że powinno się najpierw obejrzeć film, by ewentualnie sięgnąć po książkę. Nie. Nie powinno się, tylko ja powinnam. Zdecydowanie! Niestety większość filmów, które obejrzałam, zostały podane mi w niewłaściwej kolejności. Fanką filmów nie jestem, fanką książek – jak najbardziej. Czytam i moja tzw. niczym nie ograniczona wyobraźnia tworzy sobie swój własny „film”. Widzę to, o czym czytam, sceny, krajobrazy, postaci. Wiem, jak wyglądają, jak się uśmiechają, jak poruszają… Lubię ich albo nie, chcę patrzeć lub odwracam wzrok, ciesząc się, że są tylko czarnymi literkami na białych kartkach. I jest pięknie. Za jakiś czas oglądam film i ZAWSZE jestem rozczarowana. Bo film, nie sprostuje mojemu wyobrażeniu stworzonemu przy czytaniu. Niefart. To dlatego męczą mnie np. wszystkie części „Władcy Pierścieni”. Daleko im do tego, co powstało w mojej głowie, kiedy czytałam.

     Jakiś czas temu wybrałam „Pamiętnik” Nicholasa Sparksa. Cudowna książka, pochłonięta niemal z prędkością światła. Zakochałam się i chciałam, żeby tak zostało. Chciałam zostać z tym, co powstało w mojej głowie w trakcie i po przeczytaniu. Nie było mi dane. Siostra jakiś czas później przyszła z wiadomością: „Pamiętnik obejrzyj, ryczałam jak bóbr”. Nie chciałam. No nie chciałam i koniec! To zbyt piękna książka, ale… Niestety moja nieposkromiona ciekawość kazała mi zdobyć ekranizację „Pamiętnika” i obejrzeć.

Pamiętnik

     I od końca. Spłakałam się chyba jeszcze bardziej niż przy czytaniu. Pierwszy raz w życiu film po książce mnie nie rozczarował. Miałam pecha, bo dodatkowo wybrałam czas, gdy moje odczucia potęgował PMS, więc rzeczywiście ryczałam jak bóbr. Mam jednak wrażenie, że skończyłoby się płaczem czy choćby wzruszeniem nawet bez PMS-a. Film nie zaskoczył mnie treścią, nie miał prawa zaskoczyć, bo dobrze wiedziałam, co będzie, jak, co się stanie i jak się skończy. A jednak nie rozczarował, podobał się i zachwycał, jak książka. Potrząsnął mną i rozwalił na maleńkie kawałeczki. Ale to było pozytywne rozwalenie.

     I choć nigdy tego nie robiłam, polecam od tamtego dnia nie tylko książkę. Film polecam równie mocno, bo warto. O miłości jest, o przeciwnościach, o rodzicach, którzy „wiedzą lepiej”, o rozstaniu, o zdradzie, a właściwie dwóch zdradach, bo najpierw bohaterkę zdradza matka ukrywająca 365 listów od ukochanego, a następnie bohaterka zdradza… nowego narzeczonego, tuż przed ślubem…

     Poza piękną romantyczną historią młodzieńczej miłości przerwanej wyjazdem bohaterki, poza cierpieniem po rozstaniu, poza tęsknotą jest czas teraźniejszy. Starsza kobieta z Alzheimerem, mieszkająca w domu opieki, której inny mieszkaniec tego domu czyta spisaną w pamiętniku właśnie TĘ, magiczną, romantyczną historię.



     W tym wszystkim cudowne jest zakończenie. Dla oglądającego pierwszy raz, niemającego wiedzy książkowej – zaskakujące, a do tego wzruszające i piękne.

     Moim zdaniem cudowny film, fakt – dla kobiet raczej, choć z moją siostrą oglądał jej szwagier i doniesiono mi, że miał łzy w oczach. Młody jest, więc pewnie jeszcze nieskażony tekstami „głupie babskie filmy są dla głupich bab”. „Pamiętnik” nie jest ani głupi, ani dla głupich bab. Daje do myślenia, pozwala się zatrzymać i spojrzeć na siebie, na swoje życie. Mnie pozwolił i dał!



Katarzyna Perkowska



Pamiętnik, The Notebook
Reżyseria: Nick Cassavetes
Scenariusz: Jan Sardi, Jeremy Leven
Wystąpili: Ryan Gosling, Rachel McAdams, James Garner, Gena Rowlands
Produkcja: USA, 2004

Komentuj:

*

* Skopuj to hasło:

* Napisz lub wklej hasło tutaj:

Przeczytaj poprzedni wpis:
» Szalona matka z zadyszką na życie

     Kiedyś wspominałam, że raz na jakiś czas bywa tak, że łapie mnie niedoczas. Działa z zaskoczenia, bez jakiejkolwiek zapowiedzi i...

Zamknij