Dziecko. Musisz czy chcesz?

     Dzieci. Rodzą się w zastraszającym tempie. Już wszyscy znajomi mają swoje pociechy albo na nie oczekują. A ty się zastanawiasz – teraz, czy potem?

     Zegar biologiczny już dawno wybił właściwą godzinę. Ty, postawiona w obliczu społecznej presji, zaczynasz coraz częściej myśleć o poczęciu potomka. Zaczynasz się zastanawiać nad właściwą porą. Czujesz, że musisz, bo jak nie teraz, to kiedy? Wymyślasz coraz to nowe argumenty „za”. Po pierwsze: dziecko przed trzydziestką i basta, po drugie: nareszcie wszyscy się odczepią i przestaną pytać o zdrowie naszych narządów rozrodczych, po trzecie: za długo już jesteśmy sami, wypadałoby mieć dziecko, skoro jesteśmy 5 lat po ślubie.

     I każdy argument w jakiś sposób wydaje ci się być słuszny i racjonalny. Brakuje tylko jednego. Czy ty naprawdę tego chcesz? Czy twoja decyzja nie jest dyktowana presją społeczeństwa albo presją wieku?

Czy musimy decydować się
na drugie dziecko tylko dlatego,
żeby to brzydko mówiąc „odwalić”
i mieć z głowy? Bo i tak trzeba
będzie urodzić drugie dziecko…

     Kobieta ma bardzo trudne zadanie do zrealizowania. Zadanie, które nierzadko narzuca jej społeczeństwo. Urodzenie dziecka. Każdy wmawia, że macierzyństwo to ten moment życia, do którego zmierza każda niewiasta. Z pewnością spora część żeńskiej części społeczeństwa, ale nie cała. I źle, jeśli kobieta myśli o zostaniu matką przez pryzmat oczekiwań innych, a nie własnych. Bo kiedy tak naprawdę powinniśmy mieć dzieci? Myślę, że wtedy, gdy jesteśmy na nie gotowi. Ktoś powie, że nigdy nie jesteśmy gotowi, bo nie da się podjąć decyzji o zostaniu rodzicem ot tak. Zawsze coś nas będzie od tego pomysłu odżegnywać, dlatego najlepiej zaliczyć wpadkę i przyjąć taką kolej rzeczy. Myślę jednak, że prędzej czy później natura da nam znać o tej gotowości. To naprawdę przychodzi, to się po prostu czuje. Macierzyństwo jest tak wielkim wyzwaniem i poświęceniem, że nie możemy decydować się na nie pod wpływem czynników innych niż nasze własne potrzeby i oczekiwania. By zostać prawdziwą matką, czyli taką, która potrafi wziąć odpowiedzialność za wychowanie dziecka, trzeba naprawdę tego chcieć. Nie ma macierzyństwa bez poświęcenia.

     Owszem, najczęściej zdarza się tak, że nawet jak kobieta zachodzi w ciążę nieplanowaną, to kocha swoje dziecko nad życie i nie wyobraża już sobie bez niego życia. Jednak gdzieś tam głęboko, w podświadomości, gromadzi się gorycz, bo jeszcze miała kilka rzeczy do zrobienia, a teraz będzie je trudno zrealizować, o ile w ogóle do ich realizacji dojdzie. Czasem nawet nieświadomie obwinia dziecko za swoją porażkę na polach kariery, związku, znajomości. I nieraz beszta się za te myśli, ale one co jakiś czas powracają jak bumerang i budują w niej frustrację.



     Ale załóżmy, że rodzi się dziecko oczekiwane. Rodzice nie posiadają się ze szczęścia i są podekscytowani zmianami, jakie mają nastąpić w ich życiu. Dzidziuś przychodzi na świat zdrowy i rumiany, rozkochując w sobie wszystkich wokół. Malec rośnie. Mija rok, dwa. I nagle każdy zaczyna dopytywać: „A kiedy następne? To już dwa lata. Między dziećmi nie powinno być dużej różnicy wieku.” I ty biedna niewyspana matko, teraz, gdy zaczęłaś normalnie funkcjonować, masz znowu przechodzić przez to wszystko od nowa? Dla dobra dzieci – coby nie wychowywały się osobno, coby miały się z kim bawić, dzielić, kłócić i rozwijać. A gdzie twoje dobro? A gdzie twoja potrzeba urodzenia drugiego dziecka?

     Czy musimy decydować się na drugie dziecko tylko dlatego, żeby to brzydko mówiąc „odwalić” i mieć z głowy? Bo i tak trzeba będzie urodzić drugie dziecko, bo i tak każdy dopytuje o kolejnego potomka i poucza o konsekwencjach wychowywania dzieci z dużą różnicą wieku. Bo… No bo co?

     Fakt faktem – to jest dobre jeśli dzieci są w podobnym wieku, bo naprawdę mogą nauczyć się więcej, głównie przebywania w grupie i związanych z tym odpowiednich zachowań. Jednak gorzej dla dzieci, jeśli ich mama jest nieszczęśliwa, przemęczona i do granic możliwości sfrustrowana. Potomstwo nie wychowa się samo, potrzebuje matki tak, jak powietrza do oddychania. A co im z mamy, która zdecydowała się na rodzeństwo dla swego pierworodnego dziecka pod presją i teraz ma w oczach obłęd, bo nie ma siły i czuje się wyczerpana.


     Wsłuchajmy się w siebie, decydujmy o własnym życiu przez pryzmat naszych potrzeb – potrzeb małżeńskich, partnerskich. Niech nasze decyzje będą dyktowane tylko tym, co uważamy za dobre dla nas, a nie dla innych. Poszukujmy wspólnie rozwiązań i planów na przyszłość, nie sugerując się opiniami osób trzecich. I ponośmy sami konsekwencje tych wyborów. I tylko do siebie miejmy pretensje o nasze nietrafione decyzje.

     Dlatego kobieto, przyszła matko, zawsze zadawaj sobie z partnerem to pytanie: chcę czy muszę? I niech zawsze ta odpowiedź brzmi: „chcę”. Jeśli jest inaczej, to poczekaj. Twoje dziecko będzie ci wdzięczne, że przyszło na świat z miłości i potrzeby rodziców, a nie z przymusu bądź pod presją innych.



Natalia

Komentuj:

*

* Skopuj to hasło:

* Napisz lub wklej hasło tutaj:

Przeczytaj poprzedni wpis:
» Happening, stabilizacja czy stagnacja?

     Początek września to okres porządkowania, stabilizowania i refleksji. Kończą się wakacje. Zaczynają się jesienne porządki. Do wielu wracają refleksje związane...

Zamknij