Zima

     Dzieci lubią zimę. Można ulepić bałwana. Można zbudować twierdzę ze śniegu i obrzucać się śnieżkami. Dzieci uwielbiają obrzucać się śnieżkami. Dotąd myślałam, że nie tylko dzieci, ale kiedy mokra, zimna breja wylądowała mi za kołnierzem kurtki, stwierdzam stanowczo, że z niektórych zabaw jednak się wyrasta.

     Fajnie jest też zimą iść z dzieckiem na lodowisko. Fajnie, pod warunkiem, że posiada się dziecko zwyczajne, takie, które woła „mamo boję się!”, „mamo, trzymaj mnie!”. A nie takie, które po pierwszych 10 minutach zaczyna gnać przed siebie w dzikim pędzie, z szatańskim chichotem, nie zważając na próbującą mu dotrzymać kroku matkę, która ma łyżwy na nogach pierwszy raz od kilku lat, a która to miała pomóc swojemu dziecięciu stawiać pierwsze kroki na lodzie. Dziecię ma niestety własny plan na naukę.

- Mamo! Ślimak!
Wykopałam go spod śniegu.
Chyba nie tylko
spod śniegu…
Oceniam obiektywnie,
patrząc na ubłocone
ręce, buzię i odzież
wierzchnią mojego
rozpromienionego brudasa.

     Zimą można też iść na saneczki. Można, pod warunkiem, że nie posiada się dziecka z uszkodzonym instynktem samozachowawczym, które to uszkodzenie, w połączeniu z sankami… połączonymi z psem zaprzęgowym daje nam wymierny efekt. „Efekt” wygląda tak, że pies pędzi przed siebie z szatańskim chichotem (słowo daję!), a dziecko siedzi na pędzących sankach, śmiejąc się w głos i wołając z całej siły „go, go!”, pogania w ten sposób rozchichotanego psa. Za tą bandą pędzi matka (czyli ja) z rozwianym włosem i szaleństwem w oku oraz rozmaitymi obrazami przesuwającymi się w mózgu. Obrazy są zbyt drastyczne, żeby je opisywać.

     Można również jechać w góry na narty. Nie. Wybaczcie. O nartach nie napiszę. Moje serce mogłoby tego nie wytrzymać.

     Na szczęście moje dziecko nie lubi zimy.
– Nie lubię zimy. – powtarza odkąd tylko spadnie pierwszy śnieg.
Zastanawiacie się dlaczego? Może powyższy opis jest wymysłem mojej wyobraźni, a moje dziecko wcale nie lubi zimowych szaleństw? Zimowe szaleństwa nabierają zupełnie innego znaczenia w kontekście mojego dziecka… Otóż nie. Wszystko co napisałam to prawda.
Moje dziecko nie lubi zimy, bo…
– Nie lubię zimy… – powtarza Zołza – …bo w zimie nie ma ślimaków.


     Ślimaki. Ukochane zwierzęta Zołzy. Ślimaki są znoszone do domu w ilościach wystarczających do wykarmienia tabunu głodnych Francuzów. Ślimaki są wszędzie. Są w ogródku, są w domu, są między zabawkami, w domkach lalek, w łóżeczkach misiowych (przecież nie od dziś wiadomo, że ślimak nie marzy o niczym innym jak o ciepłej pościeli). Nawet w naszym łóżku od czasu do czasu coś mnie zaczyna uwierać i niestety nie jest to to, co większość z Was ma na myśli. To tylko ślimaki. Trudno o nie zimą. Juz kilka osób proponowało mi wynajmować Zołzę do oczyszczania ogrodów ze ślimaków, ale obawiam się, że wszystkie trafiłyby do naszego.

Strony: 1 2

Komentuj:

*

* Skopuj to hasło:

* Napisz lub wklej hasło tutaj:

Przeczytaj poprzedni wpis:
» Korale pod drabiną

     Wydawałoby się, że w epoce lotów kosmicznych, przeszczepów, laserów, komputerów, zamrażalek czy in vitro, nikt już w gusła i przesądy...

Zamknij